Rick Wakeman
"Srebrny płaszcz"


   


RECENZJA Z KONCERTU
WARSZAWA 30.05.2001

        Rick Wakeman to ze wszech miar materiał na znakomitego artystę koncertowego. Jest muzykiem o wielkiej wrażliwości. Wypracował własny, łatwo rozpoznawalny styl. Ma osobowość. A jego solowy repertuar jest ogromny. Szkoda tylko, że te potencjalne walory nie zawsze przekładają się na rzeczywistość. Jego koncert w Warszawie był po prostu przeciętny. Może za sprawą nie najlepszego nagłośnienia umknęło gdzieś to, co dla jego twórczości najbardziej charakterystyczne: bogactwo aranżacji. Bez tego nawet najbardziej efektowne w swej pierwotnej postaci kompozycje z albumów Myths And Legends Of King Arthur... i Journey To The Centre Of The Earth wypadały blado. Lepiej prezentowały się dynamiczne utwory z ostatnich - zdecydowanie już mniej znanych - płyt. Cóż z tego, jeśli w tych właśnie utworach osoba lidera schodziła na dalszy plan. Wakeman pokazał się niby jako artysta nader wszechstronny. Raz w utworach patetycznych, raz - ekspresyjnie rockowych, raz -jako solista-wirtuoz. Ale jakoś mało to było przekonujące. Tym bardziej, że zabrakło Wakemana wyciszonego, lekko sentymentalnego, prezentującego urocze, fortepianowe tematy. Czyli takiego, Wakemana, którego cenię i lubię najbardziej. W każdym razie lepiej niż muzykę zapamiętałem "specyficzny" image sceniczny lidera (srebrny płaszcz - na co mu to było?!) i wycieczki kilku muzyków jego składu poza teren sceny (gitarzysta wspinał się na kolumny głośnikowe, wokalista spacerował po widowni itd.). W sumie - znacznie mniej wzruszeń niż można było oczekiwać.

Wojciech Machała "TYLKO ROCK" nr 7/2001